czwartek, 19 listopada 2009

Informacja i Prolog "Czy kiedyś mi wybaczysz...?

Więc tak tu będę się znajdować kilku rozdziałowe historie o miłości Sasuke i Naruto, bądź wiersze lub itp. zależnie od tego co przyjdzie mi do mojej śliczniej główki ^^. Notki będę dodawać zależnie od weny i czasu, którego aktualnie mam całkiem sporo. No nic zapraszam do prologu pierwszej historii pod tytułem "Czy kiedyś mi wybaczysz...?"



Zostałem sam, całkiem sam, na wiele długich lat, miesięcy, tygodni, dni, godzin, minut, sekund. A każda z tych sekund napawała mnie niewyobrażalnym cierpieniem i tęsknotą za tobą.I wciąż zadawałem sobie to jedno pytanie. Dlaczego? Dlaczego mnie opuściłeś? Zostawiłeś na pastwę losu? Byliśmy razem i dobrze nam było. Ale nie, ty musiałeś to popsuć. Zawsze musiałeś coś zepsuć. Zepsuć nasze szczęście. Moje i twoje. A może nie, to nie było twoje szczęście i chciałeś to zakończyć, zostawić mnie w cierpieniu i bólu samego? Dla własnej wygody, kiedy stałem ci się już zbędny, niepotrzebny? Tak jak wszystkim. Czy może chciałeś zostać heroicznym bohaterem i nie narażać mnie na swoją zemstę względem brata? Ha, ha jakie to śmieszne tyle razy mi obiecywałeś, że dasz sobie spokój z zemstą, że nie jesteś już mścicielem, że ja się dla ciebie tylko liczę, ja i nikt więcej. Ale jedna zostawiłeś mnie i wyruszyłeś na poszukiwania, aby go zabić. Jednak ja nie widzę w tym nic heroicznego tylko wielką pustkę po tobie. Próbuję znaleźć jakąś sensowną odpowiedź na te pytania i żadna jakoś nie pasuje. Wszystkie są puste i zawierają tylko ten sam sens zostawiłeś mnie, tylko po to aby zabić swojego brata. Zostawiłeś mnie, aby spełnić to co cie tak dręczyło. Stawia mnie to do myślenia iż on bardziej się liczy dla ciebie niż ja się liczyłem. Wiele lat cię szukałem nawet udało mi się kilka razy z tobą spotkać, ale ty byłeś tak samo oschły i zimny jak przy pierwszym naszym pożegnaniu. Heh o ile to można było nazwać pożegnaniem. Ty tylko powiedziałeś, że odchodzisz, że nic nas już nie łączy i idziesz wypełnić swój los. Ja próbowałem cię powstrzymać błaganiem, płaczem ale ty tylko powiedziałeś że jestem żałosny i mnie odepchnąłeś jak jakąś brudną, niepotrzebną szmatę. I tak się poczułem brudny i niepotrzebny, nikomu, a w szczególności komuś takiemu jak ty.
Ale wiesz co? Nie powiedziałeś mi nigdy tych jednych słów, które by mnie uwolniły od tej udręki, nie powiedziałeś, że mnie NIE KOCHASZ. Nie usłyszałem tych słów i stworzyłem przez to niewidzialną iluzję, że jeszcze nie jest za późno, że jeszcze możemy być razem, że kiedy cię odnajdę przemówi do ciebie twoja miłość do mnie i znowu będziemy razem.
Lecz z upływem lat ta iluzja powoli pękała, już tak bardzo nie zależało mi na odnalezieniu ciebie. Przestało mi już zależeć. Starałem się żyć normalnie bez ciebie i udawało mi się to. Miałem teraz wiele dziewczyn, ale z żadną nie było mi tak dobrze jak z tobą, dlatego już się z nimi nie spotykałem wolałem już tego nie robić, bo zaraz po tym myślałem o tobie jak nam razem było dobrze. Zachowywałem wstrzemięźliwość i żyłem normalnie, a przynajmniej starłem się robić takie wrażenie i udawało mi się.
Ale nie ty musiałeś wszystko popsuć jak zawsze. Jak zepsułeś naszą miłość. Bo ja już cię nie kochałem, a przynajmniej tak mi się wydawało, póki znowu nie pojawiłeś się w wiosce. W blasku chwały, jak bohater, którym przecież nie byłeś.Ale oni nie znali cię tak dobrze jak ja cię znałem. "Co to za bohater, zabił swojego brata ponoć najsilniejszego z klanu Uchiha, a teraz on jest najsilniejszy. Nawet silniejszy niż Madara.", nieraz słyszałem a w myślach się śmiałem, a moja twarz wykrzywiała się w ironicznym uśmiechu. Zabiłeś brata i wróciłeś. Tylko po co? Bo na pewno nie dla mnie, bo ja cie już nie chciałem. Nie chciałem, abyś zepsuł mi moje prowizoryczne i spokojne życie.
Spotkanie z tobą odwlekałem i udawało mi się to nie wychodziłem z domu, aby przypadkiem się na ciebie nie natknąć. Siedziałem tam całkiem sam, nie jadłem ramenu, który stracił swój smak już po tym jak odszedłeś. Leżałem tylko w łóżku i myślałem. Ciągle myślałem, znowu o tobie.
Kiedy się zjawiłeś i zapukałeś do moich drzwi, nie chciałem nawet wstać i otworzyć, nic nie chciałem. Zapytał byś skąd wiedziałem, że to ty. A ja mógłbym odpowiedzieć prosto, że wyczułem po prostu twoją chakrę, ale to nie po niej poznałem to po twoim stylu pukania. Słyszałem je tyle razy kiedy do mnie przychodziłeś, aby się zabawić i czekałem aż znowu je usłyszę.
I usłyszałem... A zaraz za nim towje pytanie dźwięczące mi w uszach:
-Naruto? Przepraszam? Czy kiedyś mi wybaczysz...?

1 komentarz:

  1. jej... to było takie smutne. popłakałam się jak dziecko i nie wiem w konsekwencji tego, co napisać. już dawno się nie poryczałam ze smutku. takiego głębokiego i otaczającego duszę z każdej strony...
    moje gadu to:17249679. wysyłaj powiadomienia śmiało;] powodzenia przy następnej notce, która pewnie szybko się ukaże;] ASz/.

    OdpowiedzUsuń